J U B I L E U S Z
obecności Braci Kapucynów na Ukrainie
1708/1709 - 2008/2009

 

Trzysta lat w cztery dni - podróż sentymentalna

Reforma Zakonu franciszkańskiego, której dokonał Mateusz z Bascio, potwierdzona przez papieża Klemensa VII, szybko została przyjęta również poza Półwyspem Apenińskim. Wkrótce do Zakonu zaczęli wstępować bracia spoza Włoch. Starania, które czynił hetman Jan III Sobieski, aby sprowadzić kapucynów do ówczesnej Polski, jako wypełnienie ślubu po zwycięskiej bitwie nad Turkami pod Chocimiem w 1673 roku, wkrótce zaowocowały. Fundacja dwóch pierwszych klasztorów w Krakowie i Warszawie miała swą kontynuację w postaci fundacji lwowskiej. W ten sposób charyzmat kapucyński dotarł na ziemie dzisiejszej Ukrainy.

Skomplikowane losy licznych fundacji są świadectwem heroiczności braci, którzy podejmowali się tych wyzwań i nie uciekali od cierpienia i prześladowań. Swoistym zwieńczeniem są losy Sługi Bożego o. Serafina Kaszuby OFMCap, który jako "Apostoł Kościoła milczenia" przewędrował cały Związek Radziecki jako duszpasterz opuszczonych i prześladowanych. Jego śmierć w 1977 roku zakończyła pewien okres w kapucyńskiej historii na Ukrainie.

Przybycie w 1989 roku o. Stanisława Padewskiego do ówczesnego Związku Radzieckiego pozwoliło na kontynuację tej Bożej sprawy.

Mamy nadzieję, że jako wspólnota Wiceprowincji Ukrainy kontynuujemy realizację Bożych planów odnośnie w charyzmacie kapucyńskim. Aby go jeszcze lepiej poznać postanowiliśmy zobaczyć i "poczuć" te miejsca, w których pracowali nasi bracia i dlatego w dniach 22 - 25 kwietnia 2008 roku pielgrzymowaliśmy szlakiem naszych niegdysiejszych klasztorów.

 

Dzień pierwszy

Nasze pielgrzymowanie rozpoczęliśmy od Starego Konstantynowa. To jeden z naszych klasztorów, który po jakimś czasie przerwy powrócił do nas. Obecnie znajduje się tu postulat naszej Wiceprowincji. Bracia obsługują także miejscową parafię i kilka okolicznych samodzielnych parafii z wioskami.

Stąd udaliśmy się do Ostroga. W dawnym klasztorze, fundowanym w 1750 roku, mieści się obecnie Uniwersytet Narodowy "Akademia Ostrogska". Dzięki uprzejmości proboszcza ks. Witolda Józefa Kowalów mogliśmy zobaczyć wnętrze kościoła przerobione na cerkiew prawosławną, dawną zakrystię, chór zakonny, piwnice pod klasztorem, fragmenty parteru klasztornego oraz ogród. Tym co cieszy jest fakt, że użytkująca nasz kościół i klasztor Akademia nie ukrywa, iż były to obiekty kapucyńskie, a ponadto ucząca się tu młodzież jest nadzieją Ostroga i Ukrainy.

Po krótkiej wizycie u gościnnego proboszcza udaliśmy się do Równego na obiad. Równe to miasto, z którym przez kilka lat związany był Sługa Boży o. Serafin Kaszuba. Od 1945 roku prawie do 1960 o. Serafin pracował duszpastersko w Równym i okolicy. Pamięć o nim przetrwała do dziś. Mieliśmy okazję odwiedzić kościół, w którym duszpasterzował Sługa Boży, a który obecnie służy jako sala koncertowa.

W deszczu pojechaliśmy do Lubieszowa. Fundacja Jana Antoniego Czarneckiego z 1756 roku została zniesiona przez władze carskie w 1832 roku w ramach represji popowstaniowych. Kapucyni powrócili do Lubieszowa w 1926 roku, jednocześnie przyjmując wschodni obrządek. Misja przetrwała do 1939 roku. Następnie klasztor oddano na potrzeby milicji, prokuratury i aresztu, zaś w kościele urządzono magazyn ziarna, z potem salę gimnastyczną. W chórze zakonnym sowieci umieścili kotłownię.

Obecnie kościół p.w. świętych Cyryla i Metodego służy wiernym jako świątynia parafialna, obsługiwana przez proboszcza z sąsiednich Maniewicz. Część klasztoru została oddana, resztę zajmuje milicja. Według relacji proboszcza w kwietniu 1943 roku w jednym z domów spalono żywcem około 200 osób, w tym 2 braci kapucynów.

Na nocleg udaliśmy się do Łucka.

 

Dzień drugi

Eucharystia w katedrze łuckiej rozpoczęła drugi dzień naszego pielgrzymowania. Przy nienajlepszej pogodzie dotarliśmy do Oleska. Po krótkim zwiedzaniu zamku, w którym urodził się dobrodziej kapucynów król Jan III Sobieski, udaliśmy się do leżącego u podnóża zamkowego wzgórza klasztoru.

Oleski klasztor, fundowany przez Seweryna Józefa Rzewuskiego w 1781 roku, był miejscem studium teologii i filozofii. Po kasacie w 1785 roku klasztor zamieniono na szpital wojskowy, a kościół na magazyn zboża. W 1788 fundację zwrócono kapucynom. W czasie II wojny światowej Niemcy urządzili w klasztorze getto dla 300 Żydów. Klasztor został opuszczony w 1944 roku. Po wojnie w klasztorze istniała szkoła rolnicza. Ogród, który mieliśmy okazję zobaczyć, został zniszczony, choć widać w nim ślady dawnego uroku. Udało się również wejść do kościoła, w którym urządzono salę konferencyjną dla potrzeb magazynów Muzeum sztuki ze Lwowa, które obecnie gospodaruje w naszym klasztorze. Całkowicie przebudowane wnętrze posiada dwa potężne obrazy z kościoła w Żółkwi. W przedsionku znaleźliśmy oryginalną kropielnicę, a w zakrystii pękniętą sygnaturkę. Nasz przewodnik zaprowadził nas także do słynnych piwnic oleskich, w których rzeczywiście można jeździć furmanką. Aktualnie Muzeum prowadzi remont piwnic, adaptuje je na sale wystawowe, montując gabloty i wmurowując wywiezione z innych kościołów i klasztorów epitafia i nagrobki.

Po wizycie w klasztorze udaliśmy się na cmentarz oleski do ocalałego, choć nieco zniszczonego, grobowca naszych braci, aby pomodlić się za nich i za naszych dobrodziejów.

Po skromnym obiedzie ruszyliśmy przez Krupę (nasza obecność od 1753 do 1760) do Kutkorza. Niewielki kościół i niegdysiejsze sanktuarium Matki Bożej Śnieżnej (cudowny obraz znajduje się w bocznym ołtarzu naszego kościoła w Sędziszowie Małopolskim) przedstawia żałosny widok. Po opuszczeniu klasztoru przez kapucynów w 1944 roku mieściła się tu m. in. szkoła, poczta, farbiarnia i szpital. Na Paschę 1995 roku poddasze kościoła spłonęło. Dziś ruinami są zainteresowani grekokatolicy, którzy chcieliby tu mieć cerkiew, gdyż w swojej drewnianej już się nie mieszczą. Opowiedziała nam o tym wszystkim staruszka pani Bronisława Kucharska, która wiele pamięta i pracowała również w naszym kościele-szpitalu.

Z takimi wrażeniami, już przy pięknej pogodzie udaliśmy się do Lwowa. Pierwszym miejscem, które nawiedziliśmy była nekropolia łyczakowska z Cmentarzem Orląt.

O 18.00 byliśmy umówieni przy naszej pierwszej fundacji - kościele Niepokalanego Poczęcia NMP na Przedmieściu Halickim. Na frontonie widnieje piękna płaskorzeźba Matki Bożej Niepokalanej, choć obecnie gospodarzami są Adwentyści Dnia Siódmego. Kościół został przebudowany pod ich potrzeby - nie ma ołtarza, a chór organowy został mocno wydłużony. W klasztorze mieści się szpital dziecięcy. Spacerując po korytarzach mogliśmy zauważyć przeróbki z czasu, gdy klasztor zajmowali franciszkanie konwentualni (przez jakiś czas mieszkańcem klasztoru był św. Maksymilian Maria Kolbe).

Dzień ten zakończyliśmy spacerem po Lwowie, obserwując tłumy ludzi czekających na spowiedź przedpaschalną w licznych grekokatolickich cerkwiach.

 

Dzień trzeci

Po Eucharystii w kościele św. Antoniego udaliśmy się w dalszą drogę. Najpierw odwiedziliśmy naszą drugą lwowską fundację na Zamarstynowie. Obecnie gospodarzami świątyni są redemptoryści wschodniego obrządku, którzy pięknie wyremontowali kościół. Po wojnie mieścił się tu skład filmów. Serdecznie przyjęci przez proboszcza mogliśmy zobaczyć i krótko się pomodlić w dawnym kościele św. Franciszka z Asyżu - teraźniejszej cerkwi św. Jozafata Kuncewicza. Nasz klasztor zamieszkują ludzie. Niestety jest on w opłakanym stanie.

Dalej nasz szlak poprowadził na Cmentarz Janowski do grobu ojca Serafina. Chwila modlitwy i zadumy w tym miejscu niejako zmuszała do refleksji nad sensem naszego posługiwania. Nieopodal znajduje się grób św. Józefa Bilczewskiego, którego prosiliśmy o wstawiennictwo.

Kolejnym punktem naszego programu był Drohobycz. Po spożyciu obiadu w Seminarium grekokatolickim udaliśmy się na Wójtową Górę, gdzie do dzisiaj stoi kościół i klasztor kapucynów, fundowany w 1933 roku. Dawny kościół Imienia NMP służy dzisiaj jako grekokatolicka cerkiew garnizonowa. Wcześniej w kościele i klasztorze mieściły się koszary wojskowe. Chór zakonny i kościół pełniły rolę stołówki. Obecny proboszcz remontuje klasztor dla kapłanów-emerytów.

Wyjeżdżając z Drohobycza podjechaliśmy pod więzienie i budynek, w którym urodził się o. Dominik Orczykowski, kapucyn i drohobyczanin. Pamiętaliśmy też o bracie Jakubie Nowaku, drugim żyjącym drohobyczaninie i o niedawno zmarłym bracie Mikołaju Gruszkiewiczu.

Z Drohobycza udaliśmy się do Mariampola. Faktycznie książę Jan Kajetan Jabłonowski, który fundował nasz kościół i klasztor wybrał miejsce, które nazywało się "Boży widok". Wioska leży na uboczu i droga doń jest mało cywilizowana, ale warto tam było pojechać. Opuszczony przez kapucynów klasztor zajmowały siostry miłosierdzia, a w czasach powojennych utworzono tu sierociniec. Od 2001 roku funkcjonuje tu zakład karny dla kobiet. W środku kościół został przebudowany, znajdują się tam cele dla skazanych. Całość została otoczona dodatkowym murem, dobudowano także nowe budynki. Choć wygląda to przygnębiająco, to tym co raduje jest cudowna okolica i niesamowita przyroda na zakolach Zbrucza.

Pełni wrażeń udaliśmy się na nocleg do urszulanek Unii Rzymskiej w Kołomyi.

 

Dzień czwarty i ostatni

Po porannych modlitwach i śniadaniu udaliśmy się pod dawny kościół jezuitów w Kołomyi. Śpiewem "Kiedy ranne wstają zorze" wspomnieliśmy autora Franciszka Karpińskiego, który tu się urodził. Jego dziełem jest też kolęda "Bóg się rodzi" i pieśń "Laura i Filon".

Po uprzednim głosowaniu zdecydowaliśmy się na odwiedzenie jeszcze jednej naszej fundacji w Zbrzyziu - małej, odległej wiosce. Prawdopodobnie jeszcze nikt z kapucynów tu nie dotarł od chwili opuszczenia go w 1832 roku. Po klasztorze i kościele zostały jedynie piwnice i mur. Mieszkańcy wioski pamiętają o istnieniu klasztoru i kościoła kapucynów, a także o grobowcu, który kiedyś był na cmentarzu. Jednocześnie wiele mitów i baśni tworzy swoistą atmosferę niesamowitości.

Na naszej trasie nie mogło nie być Kamieńca Podolskiego. Po dotarciu odprawiliśmy Eucharystię w starej kamienieckiej katedrze. Dość wczesna pora pozwoliła na poobiedni spacer po starej części miasta.

Dalej wyruszyliśmy do ostatniego punktu naszej wyprawy - Dunajowiec. W wyniku represji po powstaniu listopadowym kościół i klasztor, które zostały ufundowane w 1751 roku zostały skasowane i przekazane Cerkwi prawosławnej w 1832 roku. Okres komunizmu budynki przetrwały jako kino i sala gimnastyczna. Obecnie klasztor zajmuje szkoła, a w kościele urządzono cerkiew prawosławną.

Naszą sentymentalna wyprawę zakończyła kawa u sióstr Franciszkanek Misjonarek Maryi.

 

Te cztery dni były pełne historii, wrażeń, sentymentów i zadumy. Nie udało się odwiedzić innych fundacji, które albo istniały bardzo krótko czy też nie zostały zrealizowane (Krupa, Włodzimierz Wołyński, Szarogród, Śmiła) albo niewiele po nich pozostało (Uściług, Brusiłów, Chodorków) lub też były dosyć odległe (Kuna).

Dwa spośród naszych klasztorów powróciły do nas: Stary Konstantynów (choć część przybudówki zajmują jeszcze mieszkańcy) i Winnica (mimo obietnic ze strony władz miasta w klasztorze dalej znajdują się lokatorzy).

Na jednym z muzeów widnieje napis: "Przeszłość - Przyszłości". Niech ta maksyma pomoże nam pamiętać o dziedzictwie naszych braci i budować przyszłość na Jezusie Chrystusie, który jest jedynym Zbawicielem świata.

brat Andrzej Rudnik OFMCap

 

 

Powrót na stronę główną   Życie   Działalność